Balistyka karabinu Minie i jego celność na polu bitwy

Wycior
VIP
Posty: 1919
Rejestracja: pt 14.kwie.2017 - 14:45
Lokalizacja: Okolice Katowic
Moja broń: CP i ostry jęzor

Balistyka karabinu Minie i jego celność na polu bitwy

Post autor: Wycior »

Chcąc zdobyć wyobrażenie jak łatwo było z karabinu trafić w odległy cel trzeba przyjrzeć się trajektorii pocisku. Piszę o karabinie Minie ale dotyczy to wszelkich karabinów z pociskiem ekspansywnym lub kompresyjnym a także trzpieniówek (à tige). Aby uniknąć pomówień o stronniczość i naciąganie faktów zacznę od przypadku wyjątkowo korzystnego: karabinu Whitwortha (tego z heksagonalną lufą). Można go uznać za najbardziej dalekosiężny, seryjny karabin wojskowy w/w kategorii, wykorzystany szerzej w walce. Preferowali go m.in. strzelcy wyborowi konfederatów. Pozostałe karabiny, jak Enfield P1853 czy P1851 Minie rifle będą w gorszej sytuacji. Na ile gorszej, spróbujemy później oszacować.

Nie miałem tablic balistycznych do Whitwortha ale znalazłem coś porównywalnego: Springfield M1873 0.45 Trapdoor. To nabojówka ale ciągle czarnoprochowa, strzelająca pociskiem 500 gr (Whitworth 530 gr) i uzyskująca V0 = 401 m/s (1315 fps). Dla Whitwortha, zależnie od źródła, podawane jest V0 od 366 do 396 m/s (1200 - 1300 fps). Wybieram - znowu asekuracyjnie - najwyższe V0 i w ten sposób mam parametry strzału bardzo zbliżone do Springfielda. Zapewne różnią się współczynniki balistyczne pocisków ale rozbieżności nie będą wielkie bo kształt pocisków jest podobny. Nabój do Springfielda z epokowego podręcznika:

Obrazek

Dla Springfielda posiadam obszerne dane balistyczne, wyznaczone w epoce stosowanymi wówczas metodami. Dyskutowana jest nawet dokładność pomiaru, co wskazuje na rzetelność opracowania. Dane dla Springfielda powinny w tych warunkach dać całkiem dobre przybliżenie balistyki Whitwortha. Najbardziej interesuje mnie zasięg strzału "pewnego" i długość strefy rażenia (danger zone) na różnych dystansach:

Zasięg strzału "pewnego" mówi nam do jakiej odległości da się pewnie trafić w cel bez znajomości dystansu do niego.

Strefa rażenia określa o ile można się pomylić szacując dystans do celu, aby mimo wszystko trafić.


Zasięg strzału "pewnego" bezwzględnego to największy dystans strzału przy którym żaden punkt trajektorii nie przekracza wysokości celu. Niby podobnie jak definicja strzału bezwzględnego, jednak przy strzale bezwzględnym z broni strzeleckiej zakłada się że linia celowania jest pozioma i leży na wysokości podstawy celu:

Obrazek

Każdy cel o ustalonej wysokości "h", dotykający gruntu i położony nie dalej od wylotu lufy niż "b" zostanie trafiony. Dla Springfielda przyjęto jednak że wylot lufy jest na wysokości 142 cm i linia celowania (na niebiesko) nie musi być pozioma:

Obrazek

Aby uniknąć nieporozumień, na użytek tego postu wprowadziłem pojęcie strzału "pewnego". Wskutek wyższego położenia lufy zasięg takiego strzału "d" będzie mniejszy niż strzału bezwzględnego. Oczywiście zasięg strzału "pewnego" - podobnie jak bezwzględnego - zależy od założonej wysokości celu "h", np. piechura albo jeźdźca. Aby oddać taki strzał wystarczy nastawić celownik na dystans strzału "pewnego" i wymierzyć w dolną krawędź celu. Jeżeli cel mieści się w tym dystansie to pocisk go trafi - w najgorszym razie w czubek głowy bądź w stopę (albo w kopyto). W praktyce celuje się w środek celu, nastawiając celownik na odpowiednio mniejszą odległość.

Przez strefę rażenia rozumiemy obszar, w którym pocisk trafi w cel przy założeniu że wycelowano dokładnie w środek celu stojącego na danym dystansie, ale przy możliwym błędzie nastawy celownika. Powyżej zasięgu strzału "pewnego" zarówno za, jak i przed strefą rażenia występuje zakres nastaw celownika w którym cel jest bezpieczny:

Obrazek

Długość strefy rażenia "sr" także zależy od wysokości celu i przy wyższym celu będzie większa. Strefa rażenia zależy od zakrzywienia trajektorii. "t0" to tor pocisku przy dokładnej nastawie odległości, "t1" - przy maksymalnej nastawie dającej jeszcze trafienie (w zasadzie "otarcie) celu), "t2" - przy minimalnej nastawie. Na mniejszych dystansach trajektoria jest w miarę płaska, pocisk opada pod małym kątem i trafi cel na długim odcinku - "sr" jest duże. Na większych dystansach "sr" szybko spada bo tor pocisku staje się coraz bardziej stromy i już mały błąd nastawy celownika spowoduje że pocisk upadnie przed celem albo przeleci nad nim. Dla porządku dodam że powodu zakrzywionej trajektorii strefa rażenia jest lekko niesymetryczna względem celu (odcinek za celem jest minimalnie krótszy). Na potrzeby naszych szacunków można to spokojnie zaniedbać.

Wróćmy do Springfielda/Whitwortha. Strefy rażenia wyznaczono osobno dla piechura i kawalerzysty. Przyjęto że grunt idealnie poziomy, mierzy się w geometryczny środek celu, wzrost piechura wynosi 173 cm a kawalerzysty (na koniu!): 244 cm. Dla wygody przeliczyłem jardy na metry, zaokrąglając do pełnych metrów. Odległość do celu na czerwono, długość strefy rażenia - na granatowo:

Obrazek

Obrazek

Zielony prostokąt to strefa w której cel nie ma przedniej strefy bezpieczeństwa. Nie jest to jednak strzał "pewny" gdyż pocisk nie osiąga tu wysokości celu. Według danych Springfielda przy strzale do piechura stałoby się to przy nastawie celownika 233 metry. Dystans strzału "pewnego" wyniósłby wtedy 288 metrów. Dla kawalerzysty mamy: nastawa 283 m, zasięg: 349 m. Łatwo zauważyć że zasięg zależy tu od założonej wysokości wylotu lufy. Z pozycji leżącej odległość strzału "pewnego" byłaby większa. Podręcznik Springfielda podaje, że przy strzelaniu z pozycji leżąc (nie określając wysokości lufy) odległość strzału "pewnego" wyniósłby 369 m. To jest sytuacja bliska strzałowi bezwzględnemu.

Dla zainteresowanych obliczone prędkości pocisku w kolejnych punktach trajektorii (w jardach i stopach na sekundę - sorry ...):

Obrazek

Mamy oszacowania dla Whitwortha. Jak może się to przedstawiać np. dla P1851 Minie rifle, podstawowej broni Anglików w wojnie krymskiej? Przyjmijmy V=274 m/s (900 fps) - typowa wartość spotykana w literaturze. Ta broń w kalibrze 0.702 strzelała kluchowatymi pociskami o masie 680 gr i znacznie gorszych właściwościach balistycznych niż Whitworth. Jednak współczynnik aerodynamicznego oporu czołowego szybko rośnie ze wzrostem prędkości. Pocisk P1851 leciał dużo wolniej, sądzę więc że dla naszych celów można przyjąć że te czynniki przynajmniej częściowo się znosiły. Nie szukamy absolutnej dokładności ale ogólnego oszacowania i zrozumienia zjawisk. W związku z tym przeskalujmy wykres, przyjmując za podstawę czas lotu do poszczególnych punktów. Współczynnik skali: 274/401 = 0.683. Oto estymacja dla Minie rifle P1851:

Obrazek

Obrazek

V0 dla P1851 można uznać za dolną granicę. Trajektorie innych karabinów Minie z tego okresu powinny się mieścić się gdzieś między P1851 a Whitworthem. Widać jak kapitalne znaczenie miała wysoka prędkość początkowa i wynikająca z niej maksymalnie płaska trajektoria. U Whitwortha na dystansie 366 m strefa rażenia dla kawalerii liczy 137 m, co przy błędzie oceny dystansu do 19% zapewni trafienie. Wyszkolony strzelec powinien spokojnie zmieścić się w tym przedziale. Dla P1851, na zbliżonym dystansie 375 m, aby trafić, należałoby oszacować odległość z dokładnością nie gorszą niż 7%, co jest dużo mniej realistyczne.

Mamy wytłumaczenie dlaczego pierwsza salwa oddana pod Bałakławą przez sławną "cienką, czerwoną linię" była tak mało skuteczna. Nie zwaliła z konia żadnego rosyjskiego jeźdźca. Szkoccy piechurzy z 93 pułku byli uzbrojeni w P1851. Nie kwestionuję ich umiejętności strzeleckich. Przeciwnie: przypuszczam że należeli do najlepiej wyszkolonych pułków angielskich.

Wiarygodne źródła są raczej zgodne że pierwszą salwę Highlanderzy oddali z dystansu około 600 jardów, tzn. 549 m. Z wykresu dla kawalerii weźmy 562 metry. Żółty prostokąt reprezentuje ten przypadek. Z literatury wynika że Rosjanie sformowali jedną linię. Nawet zakładając że linia była nierówna to i tak głębokość celu była niewielka. Patrzmy na wykres: długość strefy rażenia dla kawalerii wynosi tam zaledwie 27 m. Dodatkowo cel parł do przodu. Przez ile sekund najdokładniejsze nawet oszacowanie odległości było ważne? Jeżeli zatem szacunek dystansu był błędny tylko o +- 14 m, to przy idealnym celowaniu i braku rozrzutu wszystkie pociski powinny chybić. Szkoci strzelali jednak w zwartym szyku, wolno więc założyć że celowanie było dalekie od idealnego a rozrzut salwy - znaczny. Całkiem możliwe że z ~600 wypuszczonych pocisków parę trafiło i poraniło jeźdźców i/albo konie. Było to jednak efektem nie tyle wyjątkowej precyzji co dużego rozproszenia i zwykłego przypadku.

Opowieści o trafianiu pierwszym strzałem żołnierza w otwartym terenie na 600 i więcej metrów z reguły można włożyć między bajki. Jasne, takie trafienia się zdarzały, ale były rzadkie. Strzelec musiał bowiem trafnie oszacować - bo zmierzyć nie mógł - dystans do celu. Celne strzały stawały się legendą. Ile pudeł przypadało na jedno trafienie - tego nikt nie liczył. Jest oczywiste, ze strzelec któremu taki strzał się udał musiał być ekspertem. Zgadł odległość, bo potrafił ocenić ją z dobrym przybliżeniem. Potem musiał odpowiednio się złożyć się, nastawić celownik, dokładnie wycelować, ewentualnie wprowadzając oprawkę na obraz muszki (fine sight, full sight, itd.). Nie mógł zaniedbać idealnego wypoziomowania broni. Przy mocno zakrzywionej trajektorii nawet skantowanie o ułamek stopnia mogło skutkować pudłem. Libelek na broni wojskowej seryjnie nie montowano. Bywalcy strzelnic mogą nie docenić trudności wypoziomowania broni w przypadkowym terenie, gdzie nawet linia horyzontu nie musi być pozioma. Co z poprzecznym wiatrem? Przy czasie lotu rzędu paru sekund nawet niezbyt mocny wiatr odchyliłby pocisk w bok. Co z odczuwalną już derywacją? Łączny poziom trudności był ogromny. Strzelców, którzy na takich dystansach trafiali w to w co celowali można tylko podziwiać. Nawet jeżeli udawało im się to tylko od od czasu do czasu.

Są sytuacje które mnie przekonują: strzelanie do nieruchomego celu jak bateria dział, strzelnica w szańcu albo forteczna ambrazura. To realistyczne scenariusze, szczególnie gdy strzelec miał kolegę (najlepiej z lunetą), obserwującego cel poza chmurą dymu prochowego. Był czas aby się wstrzelać a cel nie mógł od razu uciec. Po paru strzałach z obserwacją miejsca trafienia nastawa celownika względnie poprawka zostały ustalone z wystarczającą dokładnością. Odtąd był możliwy naprawdę celny ogień - oczywiście w wykonaniu wytrawnego strzelca. To nieczęsty przypadek w którym uzyskiwane na strzelnicach rekordowe skupienia mogły dać się zreprodukować na polu walki. Kluczem do dalekodystansowego strzelania była zawsze znajomość dystansu. Jak go szacowano i co wpływało na precyzję estymacji - o tym innym razem.

Tyle o fizycznych uwarunkowaniach celnego strzelania w warunkach bojowych w oparciu balistyczne obliczenia. Wydumkami nie da się ich zastąpić. Na koniec czytanie z książki epokowego autorytetu, Cäsara Rüstowa: Kriegshandfeuerwaffen, z roku 1864:

Obrazek

Codzienne doświadczenie uczy nas, że nawet w najkorzystniejszych warunkach terenowych i pogodowych z 375 metrów trudno jest oszacować dystans z dokładnością do 37.5 m. Błędy estymacji rosną nieproporcjonalnie wraz z powiększaniem się dystansu. Dodatkowo w walce szacowanie odległości jest o tyle trudniejsze i gorsze, że do złudzeń i pomyłek natury czysto fizycznej dochodzą jeszcze moralno-optyczne. Uwzględniając przy tym że na dystansach 375 do 525 metrów wróg w zwartej formacji pojawi się tylko rzadko albo wcale, to głębokość ugrupowania przeciwnika nie zniweluje popełnionego przez nas, poważniejszego błędu oceny odległości.
Wycior
VIP
Posty: 1919
Rejestracja: pt 14.kwie.2017 - 14:45
Lokalizacja: Okolice Katowic
Moja broń: CP i ostry jęzor

Re: Balistyka karabinu Minie i jego celność na polu bitwy

Post autor: Wycior »

Errata: do wykresu dla piechoty dla Whitwortha wkradł się błąd na dystansie 400 jardów/366 m. Tutaj poprawny rysunek:
Obrazek
rmatysiak
Posty: 50
Rejestracja: sob 14.paź.2006 - 17:33
Lokalizacja: Łódź
Moja broń:

Re: Balistyka karabinu Minie i jego celność na polu bitwy

Post autor: rmatysiak »

strona 79:
https://archive.org/details/notesonrifl ... 4/mode/2up
Poprawka na znoszenie pocisku na prawa dla Whitwortha.
Na 600 yardach mamy 27 cali. Czyli na 550m musimy wziąć poprawkę na poziomie 67 cm.....
różnica w wielkości poprawki miedzy 500 a 700 yardów wynosi 37 centymetrów.
strona 83 poprawki na wiatr.
dla 500 yardów, jedna stopa dla wiatru z lewej strony, siła wiatru najmniejsza ujęta w tabeli.
na strzelnicy można to wszytko wziąć pod uwagę ale na polu bitwy ?
Wycior
VIP
Posty: 1919
Rejestracja: pt 14.kwie.2017 - 14:45
Lokalizacja: Okolice Katowic
Moja broń: CP i ostry jęzor

Re: Balistyka karabinu Minie i jego celność na polu bitwy

Post autor: Wycior »

Bardzo trafne spostrzeżenia. Znalazłem wykres derywacji dla Springfielda, którego wcześniej użyłem jako górnej estymacji dla balistyki Whitwortha. Dla wygody przeliczyłem go na system metryczny. Dystans na czerwono (m), derywacja na granatowo (mm):
Obrazek
Balistyka zrobiła postępy, pocisk Springfielda miał dopracowany kształt i derywacja wypadła nieco mniejsza niż u Whitwortha. Mimo to dalej jest spora i już na ~250 metrach spowodowałaby pudło przy celowaniu w głowę. Ponieważ derywację powodowuje siła oddziałująca w czasie lotu to jej charakterystyka jest nieliniowa względem dystansu. Poprawka na derywację będzie zmienna i narastająca wraz z odległością celu. Wydaje się jednak że na wojnie derywacja nie była głównym problemem, ponieważ poważniejszą przyczyną błędów na większych dystansach było kantowanie broni przez strzelca. W epokowej publikacji był o tym dobry tekst. Nie pamiętam teraz gdzie ale to nieistotne. Problem jest bowiem geometryczny a jego skutki można oszacować obliczeniowo. Błąd kantowania wyjdzie proporcjonalny do kąta celowania (między linią celowania a linią strzału). Znowu mocno nieliniowa funkcja odległości, ponieważ kąt celowania rośnie z dystansem strzału.

Spokojne wypoziomowanie broni na strzelnicy i w gorączce walki na przypadkowym polu bitwy to nie to samo. Uwzględniając wszystkie czynniki ograniczające celność można rozważyć czy w rzeczywistym boju rozsądny strzelec, mogąc celować w tułów albo w głowę, wybrałby ten drugi wariant. Kolejna expercka gun fiction?
rmatysiak
Posty: 50
Rejestracja: sob 14.paź.2006 - 17:33
Lokalizacja: Łódź
Moja broń:

Re: Balistyka karabinu Minie i jego celność na polu bitwy

Post autor: rmatysiak »

podsumowując.
Strzelamy z Whitwortha do celu znajdującego się w odległości 700 yardów. Policzmy jakie poprawki musimy zrobić żeby trafić w cel.
Najpierw należy ocenić odległości z dokładnością do 45,5 yarda bo nie trafimy w cel (trochę upraszczając możemy się pomylić +- o 22 yardy czyli o +- 3%.....).
Wziąć poprawkę na derywacje pocisku 35 cali.
Poprawka na wiatr średnia bryza prawy wiatr 3 stopy, lewy wiatr 3 stopy i 6 cali.
Dla ruchomego celu należy uwzględnić poprawkę na ruch. Czas lotu pocisku to około 2 sekund w tym czasie biegnący człowiek przemieści się o 4 metry.....
do tego nie można pomylić się w zgraniu muszki i szczerbinki, wypoziomować broń i delikatnie ściągnąć spust.
To wszystko w trakcie bitwy.....
Dlatego uważam że strzelanie do pojedynczego celu na tak dużym dystansie było tylko w zasięgu najlepszych strzelców z dużą dozą szczęścia i to w specyficznych warunkach.
Normalny żołnierz na dystansie 700 yardów mógł starać się trafić w zwarty odział piechoty.

Moim zdaniem problem jest w przekładaniu wyników strzelania na strzelnicy wprost na warunki bitewne.
Wycior
VIP
Posty: 1919
Rejestracja: pt 14.kwie.2017 - 14:45
Lokalizacja: Okolice Katowic
Moja broń: CP i ostry jęzor

Re: Balistyka karabinu Minie i jego celność na polu bitwy

Post autor: Wycior »

Dokladnie tak, i na dodatek normalny żołnierz nie miał Whitwortha tylko broń o gorszej balistyce, czasem dużo pośledniejszej, jak P1851 Minie rifle. Szansa aby rozsądny przeciwnik wystawił na dystansie ~600 metrów zwarty oddział piechoty była raczej mizerna. Co innego gdyby na tej odległości napatoczyła się nieokopana artyleria. Bateria była celem nie tylko szerokim ale i głębokim. Za działami stały jaszcze amunicyjne, dalej przodki do dział oraz jaszczy i przede wszystkim - zaprzęgi. Konie były najbardziej wrażliwym elementem baterii. Po pierwsze: duży cel, po drugie - bez nich baterii nie da się przemieścić (np. wycofać). Bateria stanowi też obiekt stacjonarny - jest czas się wstrzelać. Na 600 metrów kartacze są nieskuteczne, bateria nie leci na nikogo z bagnetem, można zatem rozluźnić szyk, znaleźć ukrycia i spokojnie, starannie strzelać.

Dokładnie taka sytuacja przydarzyła się pod Almą 30 pułkowi angielskiej piechoty, który skutecznym ogniem z P1851 zmusił do wycofania trzy rosyjskie baterie zgrupowane na tzw. grobli (Causeway position). Poza akcją francuskich żuawów na prawym skrzydle była to pod Almą najlepsza demonstracja prawidłowego i celowego wykorzystania nowej dalekosiężnej broni. Inne - niewątpliwe zresztą - sukcesy brytyjskich karabinów Minie okazały się nieprzewidzianym efektem zignorowania mało sensownych rozkazów. O tej kontrowersyjnej i zakłamanej historii innym razem.
Ensis
Posty: 19
Rejestracja: pn 24.kwie.2017 - 21:10
Moja broń:

Re: Balistyka karabinu Minie i jego celność na polu bitwy

Post autor: Ensis »

Wycior pisze: wt 07.gru.2021 - 15:34 To nabojówka ale ciągle czarnoprochowa, strzelająca pociskiem 500 gr (Whitworth 530 gr) i uzyskująca V0 = 401 m/s (1315 fps). Dla Whitwortha, zależnie od źródła, podawane jest V0 od 366 do 396 m/s (1200 - 1300 fps).
A co z barierą dźwięku?

We współczesnej balistyce przyjmuje się, że w punkcie, w którym prędkość pocisku spada poniżej prędkości dźwięku, jego celność drastycznie się pogarsza. Tymczasem "długodystansowe" karabiny czarnoprochowe strzelają z prędkościami wylotowymi minimalnie naddźwiękowymi. Teoretycznie kawałek za lufą pocisk powinien być doganiany przez fale akustyczne i od tego momentu lecieć w sposób nieprzewidywalny. Dlaczego mimo to daje się w cokolwiek trafić? Czy to kwestia bardzo dużej masy pocisków?
Wycior
VIP
Posty: 1919
Rejestracja: pt 14.kwie.2017 - 14:45
Lokalizacja: Okolice Katowic
Moja broń: CP i ostry jęzor

Re: Balistyka karabinu Minie i jego celność na polu bitwy

Post autor: Wycior »

:ok: Gratuluję podjęcia tej kwestii i oczywiście orientacji w balistyce. W miarę zbliżania się do prędkości dźwięku maleje tzw. współczynnik stabilności pocisku. Aby pocisk leciał stabilnie jego wartość nie może zejść poniżej 1. Współczynnik stabilności zależy od wielu czynników, jak gęstość powietrza i temperatura, ale - jak słusznie napisałeś - przede wszystkim od prędkości lotu. W miarę zbliżania się do bariery dźwięku maleje on do pewnego minimum. Bezpośrednio po przekroczeniu prędkości dźwięku współczynnik robi "górkę", po czym znowu łagodnie maleje. Aby pocisk przebył barierę dźwięku - w obydwu kierunkach - bez utraty stabilności, jego współczynnik stabilności przy małych prędkościach musi być ustalony z nadmiarem. Chodzi o to aby w okolicach prędkości dźwięku nie spadał do 1, i to najlepiej z pewnym zapasem. Kiedyś obliczałem współczynnik stabilności, wprawdzie dla innego pocisku, ale wynikające stąd wnioski jakościowe mają zastosowanie i do historycznych Minie:

viewtopic.php?p=34603#p34603

Dzisiejsi eksperci-balistycy generalnie uważają że optymalną celność daje stosunkowo mały współczynnik, rzędu 1.3. Pewien zapas jest jednak pożądany. Może się bowiem okazać że pocisk stabilny gorącym latem, podczas mroźnej zimy zechce koziołkować. Za duży zapas też jest niedobry, gdyż prowadzi do tzw. przestabilizowania, ale w praktyce objawia się to na większych dystansach, gdy trajektoria pocisku mocniej się zakrzywia.

Wygląda na to że dzięki szybkiemu gwintowi lufy pociski Whitwortha miały w obszarze okołodźwiękowym wystarczający zapas stabilności. Wiele karabinów Minie, zwłaszcza tych o większym kalibrze, miało poddźwiękowe V0, dlatego bariera dźwięku się nie ujawniała. Poza tym wnęka denna Minie nieco podnosiła stabilność pocisku, co także łagodziło problem. W latach 50-60 XIX wieku balistyka była w powijakach, dlatego podstawą były wtedy praktyczne eksperymenty. Robiono ich bez liku z różnymi kształtami pocisków.

Mamy na forum ekspertów od dalekodystansowego strzelania z broni współczesnej. Może nas trochę oświecą?
Wycior
VIP
Posty: 1919
Rejestracja: pt 14.kwie.2017 - 14:45
Lokalizacja: Okolice Katowic
Moja broń: CP i ostry jęzor

Re: Balistyka karabinu Minie i jego celność na polu bitwy

Post autor: Wycior »

W epokowej literaturze [*1] znalazłem porównanie krzywych balistycznych kilku różnych karabinów z lat 60 XIX wieku. Odległości podano w krokach. Przeliczyłem je na metry, zakładając 1 krok = 0.75 m:

Obrazek

1. Karabin Minie kalibru ~17.8 mm, np. francuski karabin piechoty albo gwardii.
2. Karabin trzpieniowy kalibru ~17.8 mm, np. francuski karabin szaserów.
3. Typowy gładkolufowy muszkiet strzelający kulą, kalibru ~18 mm.
4. Niemiecki karabin kalibru ~0.54" - przykładowo karabin Lorenza.
5. Sztucer szwajcarskich strzelców wyborowych kalibru ~10.5 mm (Feldstutzer M1851).
6. Karabin szwajcarskich jegrów kalibru ~10.5 mm (Jägergewehr M1856/59).
7. Amerykański powtarzalny karabin Winchester M1866 kalibru 0.44".

Wysokości trajektorii są podane w metrach. Skala wysokości została na rysunku powiększona 13 razy w stosunku do odległości. Dla piechura założono wysokość 1.75 m, dla kawalerzysty - 2.5 m. Visirlinie to linia celowania. Założono że w chwili strzału wylot lufy znajdował się 1.4 m nad poziomem gruntu.

Diagram pokazuje że najbardziej płaską trajektorię miał małokalibrowy Winchester, niewiele gorzej wypadła małokalibrowa broń szwajcarska. Zakładam że do Winchestera użyto standardowego naboju bocznego zapłonu .44 Henry RF, który wyglądał tak:

Obrazek

Jak widać ogólny kształt pocisku Winchestera nie odbiega wiele od np. amunicji Lorenza czy Thouvenina. Prędkość początkowa tego pocisku miała wynosić ok. 343 m/s. W praktyce XIX-wiecznego pola bitwy właśnie płaska trajektoria mogła być najważniejszym czynnikiem zapewniającym przewagę przy ogniu "celowanym". W pierwszej kolejności dotyczyło to oczywiście działającej w luźnym szyku i strzelającej samodzielnie lekkiej piechoty. Im bardziej płaska trajektoria tym bardziej wydłużały się strefy rażenia i tym mniejszy wpływ na celność miał błąd szacowania odległości.
......................................
[*1] K.Elgger: Die Kriegsfeuerwaffen der Gegenwart, ihr Entstehen und Einfluss auf die Taktik (1868)
amigo
Bywalec
Posty: 453
Rejestracja: pn 03.kwie.2017 - 19:07
Moja broń: za dużo się tego uzbierało : )

Re: Balistyka karabinu Minie i jego celność na polu bitwy

Post autor: amigo »

Na większe odległości z niektórych pokazanych typów to prawie jak strzelanie z mozdzierza :)
Wycior
VIP
Posty: 1919
Rejestracja: pt 14.kwie.2017 - 14:45
Lokalizacja: Okolice Katowic
Moja broń: CP i ostry jęzor

Re: Balistyka karabinu Minie i jego celność na polu bitwy

Post autor: Wycior »

Może raczej z haubicy. Obrazy trajektorii na diagramie są mocno przesadzone z powodu nieproporcjonalnej skali obydwu osi. Tym niemniej jednak ogólna wymowa jest oczywista. Jeżeli jakiś Wszystkonajlepiejwiedzący twierdzi że w polu, na dystansie np. 300 metrów lub większym strzelcy celowali w głowę to można tylko ubolewać nad jego naiwnością i niedostatkiem edukacji. Geometrii nie da się bowiem zaszczekać propagandą ani wydumkami. Weźmy np. używany pod Almą i Inkermanem P1851 Minie Rifle. Na dystansie 312 m długość jego strefy rażenia wynosiła 45 metrów - dla równości weźmy 50. Skupienie karabinu jest tu mniej ważne - załóżmy że jest absolutne. Istotne jest zakrzywienie trajektorii. Wysokość głowy to jakieś 10% wysokości ciała. Aby więc liczyć na pewne trafienie w głowę strzelec musiałby znać dystans z dokładnością do +-2.5 metrów. W tym celu ów strzelec musiałby mieć np. dalmierz laserowy (pod Sewastopolem mógł nie mieć ...). Przy niedoszacowaniu odległości pocisk mógł ewentualnie trafić w inną część ciała. Natomiast przy przeszacowaniu gwizdnąłby tylko nad głową niedoszłej ofiary. Obrazy batalistyczne trudno uznać za niepodważalne źródło prawdy historycznej.

Czytając o wyczynach strzelców wyborowych trzeba odrzucić głuporomantyczne domniemanie: jeden strzał - jeden trup. Niecelnymi strzałami oczywiście nikt się nie chwalił. Jak od czasu do czasu w coś lub kogoś trafiono to ten fakt opiewano i był pożywką dla prasy. Dlatego do relacji wojennych trzeba podchodzić krytycznie. Realistyczne jest założenie że przy strzelaniu na większym dystansie w polu, tzn. w przypadkowych warunkach i bez możliwości wcześniejszego wstrzelania, jeden celny strzał przypadał na dwu- a może nawet trzycyfrową liczbę pudeł. To i tak sporo bo beż świetnego wyszkolenia strzeleckiego trafień mogło nie być wcale. Zjawisko to potwierdzają to np. relacje z wojny secesyjnej, gdzie sprawozdania i wspomnienia wojenne są liczniejsze, obszerniejsze i bardziej wiarygodne.
ODPOWIEDZ