Kilka zdjęć z małej renowacji.

Zapraszamy do umieszczania zdjęć oraz filmów z bronią CP w roli głównej. Generalnie można się pochwalić kto co ma.
ODPOWIEDZ
Czarnowidz
Stary bywalec
Posty: 1100
Rejestracja: pt 18.lis.2011 - 21:37
Lokalizacja: 3Miasto
Moja broń: Remington NMA1858 uberti TI, Kentucky flintlock

Kilka zdjęć z małej renowacji.

Post autor: Czarnowidz »

Witam! :D
Poniżej wrzucam kilka zdjęć z małej renowacji pistoletu skałkowego Kentucky produkcji Yukara który kupiłem od kolegi z tego forum.

Gdy kupiłem ten pistolet to wyglądał tak:
IMG_20260211_121937.jpg
IMG_20260211_121950.jpg
Drewno bukowe w naturalnym kolorze surowego drewna pokryte bezbarwnym lakierem. Lakier posiadający mnóstwo uszkodzeń, zadrapań i wgniotek. Szczególnie na chwycie poniżej kabłąka spustowego. Do tego mnóstwo defektów mechanicznych...

Strasznie mnie to irytowało więc nie myśląc długo rozebrałem pistolet...

Lakier został usunięty. Wgniotki wyciągnięte mokrą szmatką i żelazkiem. Całość wyszlifowana papierem ściernym i wełną stalową:
PXL_20260102_111714333.jpg
Następnie drewno zostało pokryte bejcą i napuszczone olejem lnianym. Po olejowaniu nałożyłem woski i wypolerowałem. Po usunięciu defektów w mechanizmach całość poskładałem do kupy i obecnie prezentuje się tak:
PXL_20260208_095919974_copy_4080x3072.jpg
PXL_20260208_094249348.NIGHT.jpg
A tu razem z moim Pedersolim:
PXL_20260208_100214801.jpg
PXL_20260208_100721319.jpg
To jeśli chodzi o drewno.
Elementy metalowe również wymagały interwencji...
Cześci mosiężne zostały wyszlifowane papierem ściernym z fabrycznych niedoróbek i wyczyszczone wełną stalową z patyny.

Korona lufy miała paskudne uszkodzenie wyglądające jak by koś celowo ją uszkodził. Wgniecenie na płasku ścięcia wylotowego i podobne na gwincie przy "fazce" korony. Wyjątkowo paskudny defekt w broni gdzie przednie okucie kończy się równo z lufą...
Lufa została skrócona o 1mm i została wykonana zagłębiona o kolejny 1mm korona lufy. Dodatkowo została zrobiona "fazka" przy przejściu z przewodu lufy na płask ścięcia wylotowego.

Jako że lufa uległa skróceniu skrócić musiałem również przednie okucie. Zostało ono skrócone na tokarce. Po skróceniu okazało się że wewnątrz odlewu są pęcherze gazowe średnicy 1-4mm. Zostały one zalutowane.

Język spustowy podobnie jak u Pedersoliego nie posiadał sprężyny i latał luźno. Wywierciłem i nagwintowałem otwór w płytce języka spustowego i wkręciłem w niego wkręt trzymający płaską sprężynę naciskającą na płetwę języka spustowego.

Otwór zapałowy wywiercony był za nisko i zakrywała go panewka. Został nagwintowany i wkręciłem na klej do gwintów wkręt zaślepiający. Wyżej na prawidłowej wysokości wywierciłem nowy otwór zapałowy mniejszej średnicy.

Między panewką a lufą była dwumilimetrowa szczelina. Podebrałem drewno by zamek wszedł głębiej i zamkną szczelinę. Niestety okazało się że nie wejdzie głębiej bo o lufę opiera się sprężyna główna. Konieczne więc było zwężenie i zmiana profilu sprężyny głównej.

By zapłon przy tak niskim położeniu otworu zapałowego był możliwy w fabryce oprócz owej dwukilometrowej szpary między panewką a lufą, w panewce zrobiono ścięcie pilnikiem. Owe ścięcie napawałem metodą TIG. Następnie zagłębienie w panewce zrobiłem na nowo miniszlifierką z biedronki. Powierzchnię panewki przylegającą do lufy wyrównałem drobnym pilnikiem i papierem ściernym rozłożonym na stalce.

Wokół nasady lufy wykonano w łożu jakieś dziwne pogłębienie. Przypuszczam że miało ono odprowadzać gazy powstałe z spalania prochu który dostawał się pod lufę i do zamka przez ową dwumilimetrową szczelinę i miało ono zapobiec rozsadzeniu przez nie łoża... Pogłębienie to jak i to po regulacji spustu wypełniłem wklejając w nie kawałki bukowego patyka do lodów.

Kolejny defekt to wygięty ogon zaczepy spustowego. Fabrycznie płetwa języka spustowego była za wysoka. Nie dało by się włożyć zamka w łoże bo ogon zaczepu uderzał w bok płetwy. Hiszpan montujący pistolet poradził sobie z tym wyginając ogon zaczepu spustowego kilkoma uderzeniami młotka... No cóż wyprostowałem ogon również kilkoma uderzeniami młotka, wgniotki wyrównałem pilnikiem i papierem ściernym. Płetwę obniżyłem szlifując ją na szlifierce i piłując pilnikiem.

No cóż pracy z tym pistoletem było sporo... :(
Staszek L
Bywalec
Posty: 423
Rejestracja: czw 23.lut.2017 - 18:08
Lokalizacja: Środek Polski
Moja broń: Niezawodna

Re: Kilka zdjęć z małej renowacji.

Post autor: Staszek L »

Teraz wygląda super!
Naprawdę cieszy oko.
Od razu na pierwszy rzut oka widać że masz smykałkę i talent, do różnych rzeczy, które robisz. :brawo:
Pozdrawiam
Czarnowidz
Stary bywalec
Posty: 1100
Rejestracja: pt 18.lis.2011 - 21:37
Lokalizacja: 3Miasto
Moja broń: Remington NMA1858 uberti TI, Kentucky flintlock

Re: Kilka zdjęć z małej renowacji.

Post autor: Czarnowidz »

Dziękuję Staszku. :D :ops:
No i teraz da się z niego w miarę sensownie strzelać. Niestety pogoda nie zachęca do długotrwałego pobytu na strzelnicy więc nie było okazji go zbyt dobrze przetestować. W czasie ostatniej sesji strasznie szybko zmarzły mi palce, już po kilku strzałach zawinąłem się do domu.

To co dostrzegłem to problemy z zapłonem. Zmniejszyłem średnicę otworu zapałowego z fabrycznych 2mm na 1,5mm. Pedersoli robi w swoich buksikach otwory ø1,5mm stąd taki mój wybór. Po za tym mniejszy otwór zawsze można rozwiercić. ;) Tyle że długość tego otworu w buksiku to 1,5 - 2mm a w ściance lufy to 6mm. Widać ścianki tak długiego otworu za bardzo odbierają ciepło gazom z panewki i proch w lufie się nie zapala. Możliwe że otwór wyszedł też odrobinę za wysoko. Jego dolna krawędź jest ok. milimetr nad krawędzią panewki możliwe więc że gazy uderzały w krawędź otworu pod złym kątem. Dodatkowo otwór był surowy po wiertle i u wlotu miał delikatny zadziorek. By w ogóle doszło do zapłonu musiałem obrócić pistolet na bok tak by proch trafił na powierzchnię wokół otworu zapałowego i kilka ziarenek wypadło do wnętrza otworu zapałowego. Niestety to powodowało "efekt lontu" i mocno opróżniony zapłon. Całość pierwotnie wyglądała tak:
PXL_20260208_094618468.jpg
Stwierdziłem więc że trzeba zrobić korektę geometria otworu zapałowego. Przy użyciu miniszlifierki z Biedronki i stożkowej końcówki diamentowej z zestawu nadalem mu kształt stożkowy z wyraźnym przesunięciem podstawy stożka w kierunku dołu panewki średnica podstawy stożka to ok.3mm a głębokość na którą powiększyłem otwór to również ok 3mm. Dodatkowo krawędź otworu przytępiłem wiertłami o kącie wierzchołkowym 90° i 130°. Całość po tych zabiegach obecnie wygląda tak:
PXL_20260215_122058662.jpg
PXL_20260215_122226790.jpg
Próby po tej modyfikacji pokazały że teraz w końcu pali jak trzeba. Ładunek w lufie zapala się po wyjęciu wykałaczki z otworu zapałowego i podsypaniu prochu wyłącznie na samą panewkę. Nie będzie więc dziwił fakt że i opóźnienie zapłonu spadło do typowych dla zamka skałkowego wartości. Po tych zabiegach nie miałem też jeszcze żadnego niewypału więc myślę że jest dobrze. :)
Ostatnio zmieniony ndz 15.lut.2026 - 13:34 przez Czarnowidz, łącznie zmieniany 2 razy.
Irek M
Stary bywalec
Posty: 1341
Rejestracja: pt 07.wrz.2018 - 02:17
Moja broń: za dużo sztuk

Re: Kilka zdjęć z małej renowacji.

Post autor: Irek M »

Też ze swoich - a ostatnio nawet ze vzduhavky Slavia 631 usuwam lakier i cieniuję bejcami. Po wszystkim olej oczywiście.
Mam ten sam pistolet ale nie było z nim takich problemów. Buksika nie ma, panewka zakrywa niemal 1/3 - 1/4 otworu zapałowego. Zawsze odpala jeśli jest iskra.
Czarnowidz
Stary bywalec
Posty: 1100
Rejestracja: pt 18.lis.2011 - 21:37
Lokalizacja: 3Miasto
Moja broń: Remington NMA1858 uberti TI, Kentucky flintlock

Re: Kilka zdjęć z małej renowacji.

Post autor: Czarnowidz »

No niestety trafił mi się wyjątkowo spartolony egzemplarz. :(

Co do drewna to olejowana osada jest zdecydowanie przyjemniejsza w dotyku. Nie ślizga się nawet w spoconej czy mokrej dłoni. Łatwiej naprawić drobne wgniotki. W moim odczuciu jest też ładniejsza. Jeśli się postaramy przy bejcowaniu to ładnie podkreśli nam rysunek słojów. Olej głębiej wnika w drewno i je stabilizuje przez co mniej pracuje, szczególnie buk. Ja używałem do tej pory oleju lnianego kupionego ponad dwadzieścia lat temu. Teraz właśnie mi się skończył. Do jego wad można zaliczyć to że bardzo długo schnie i nawet po miesiącu od zakończenia olejowaniu potrafi przy zmianach temperatury wychodzić z drewna (drewno się poci). Carver na swoim kanale poleca Cleangun Oli. Kupiłem na próbę. Zobaczymy jak się sprawdzi. Jeśli nie będę zadowolony to poeksperymentuję z mieszaniną oleju i pokostu lnianego z ewentualnym dodatkiem terpentyny. A Wy jakich olei używacie?

Jedną z nielicznych przewag tego pistoletu nad Pedersolim jest kształt chwytu. Przyznać muszę że w mojej dłoni chwyt pistoletu Yukara zdecydowanie lepiej leży. Ma on inny kąt i jest smuklejszy w górnej części. Mimo że w pierwszej chwili wygląda nieco dziwne to w mojej dłoni jest wyraźna różnica. To jedna z dwóch zalet tego pistoletu.

Druga to krzesiwo. Wyraźnie jest lepsze niż to Pedersoliego. Daje dużo więcej iskier. Co prawda używałem w nim tylko jednej skałki i coś więcej będę mógł powiedzieć gdy wypróbuję ich kilka ale już teraz jest bardzo dobrze. :)

Ostatnią rzeczą do zrobienia w tym pistolecie jest spust. Jest on strasznie twardy. To zasługa kątów pod jakimi wspópraciją zaczep spustowy z zębem kurka. Co prawda jest tam regulacja w formie śrubki na orzechu ale skraca ona tylko drogę spustu. Nie zmniejsza siły a w pewnych sytuacjach może być wręcz niebezpieczna dla tego ją usunąłem. Na razie puki więcej nie postrzelam nie będę tego ruszał.
Irek M
Stary bywalec
Posty: 1341
Rejestracja: pt 07.wrz.2018 - 02:17
Moja broń: za dużo sztuk

Re: Kilka zdjęć z małej renowacji.

Post autor: Irek M »

Dla mnie chwyt w tym pistolecie i Ardesy to jeden gniot - raczej uchwyt laski :-)
Pedersoli ma dwa typy Kentucky; jeden powiedzmy normalnych rozmiarów i drugi trochę smuklejszy i lżejszy - tego właśnie mam ale chwyt jest idealny. Natomiast w tym większym faktycznie taki gruby kanciasty chwyt. Mnie pasują chwyty od PR i Bondini.
No i skałka krzesiwo bardzo dobrze parują w tym moim "mniejszym" Pedersoli.
Ostatnio olejuję - to odpowiednie słowo ? :-) olejem tungowym. Podają, że szmatka może ulec samozapaleniu ale przez kilka lat nigdy mi się to nie zdarzyło ale zawsze obawiam się tego :-)
Czarnowidz
Stary bywalec
Posty: 1100
Rejestracja: pt 18.lis.2011 - 21:37
Lokalizacja: 3Miasto
Moja broń: Remington NMA1858 uberti TI, Kentucky flintlock

Re: Kilka zdjęć z małej renowacji.

Post autor: Czarnowidz »

No ja się spotkałem z określeniem "olejowane drewno" lub "drewno napuszczane olejem". Carver na swoim kanale gdy kładzie olej mówi że "olejuje" a gdy kładzie wosk to mówi że"woskuje". Myślę więc że nazwanie tej czynności "olejowaniem" jest poprawne językowo. ;)

Sam z olejem tungowym nie pracowałem ale słyszałem że jest bardzo dobry, lepszy od lnianego. Podobno jest twardszy i szybciej polimeryzuje. O ryzyku samozapłonu oleju tungowego przyznam się że słyszę pierwszy raz... :oczy: Zauważyłeś kiedyś że np. szmatka nasączoną olejem robi się gorąca lub coś podobnego?
Ważne tylko by nie używać surowego ale to tak samo tyczy się oleju lnianego. Surowy olej lniany zawiera wodę, błonnik, białka, witaminy i wiele innych substancji które powodują że jełczeje. Z tego co się orientuję to surowy olej podgrzewa się aż do wrzenia i jakiś czas gotuje w wyniku czego wyparowuje woda i lotne substancje, białka się ścinają a inne substancje rozkładają. Potem się go filtruje. Taki olej nie psuje się i szybciej polimeryzuje. Jeśli pogotuje się go z substancjami zwanymi sykatywa (kiedyś w tej roli stosowano tlenek ołowiu) otrzymamy pokost lniany. W naszych zastosowaniach pokost jest trochę za gęsty i za szybko schnie pozostawiając na powierzchni klejącą błonkę. Dlatego wielu ludzi rozrabia go z olejem lnianym lub terpentyną. Seweryn Bidziński pisał w magazynie "Strzał" że pokostem wykończano osady karabinów wojskowych.

Pamiętam że z kimś już kiedyś rozmawiałem o tych skałkowych "Kentucky" od Pedersoliego. Możliwe że to było z Tobą Irku. :D Ja zdaje się że mam tego większego, gorzej zrobionego. Kupiłem go w Saguaro z 6 lat temu. Teraz chyba tylko takie produkują.

Masz może gdzieś tu na forum zdjęcia swojego Yukara?
amigo
Stary bywalec
Posty: 624
Rejestracja: pn 03.kwie.2017 - 19:07
Moja broń: za dużo się tego uzbierało : )

Re: Kilka zdjęć z małej renowacji.

Post autor: amigo »

Super wygląda ten Yukar po renowacji - bez porównania lepiej od wersji fabrycznej.
Ładny kolorek drewna - jaka to bejca ? Z oksydą było coś też poprawiane czy została orginalna ?
Czarnowidz
Stary bywalec
Posty: 1100
Rejestracja: pt 18.lis.2011 - 21:37
Lokalizacja: 3Miasto
Moja broń: Remington NMA1858 uberti TI, Kentucky flintlock

Re: Kilka zdjęć z małej renowacji.

Post autor: Czarnowidz »

Dziękuję. :D
Miło to słyszeć.
Bejca to produkt firmy "Dragon", rustykalna (co kolwiek to znaczy), kolor "tek". Kupiona w markecie budowlanym.

Ta firma produkuje też bejce wodne opisane jako "ekologiczne" ale to nie jedna z tych. Te rustykalne tego producenta to są jakieś rozpuszczalnikowe. Niestety nie udało mi się znaleźć na bazie jakiego rozpuszczalnika są zrobione.

Oksydy na razie nie ruszałem. Ścięcie wylotowe lufy po wykonaniu nowej korony tymczasowo poczerniłem tzw. "oksydą na zimno". Oryginalna oksyda jest w dość dobrym stanie i nie chciałem za bardzo zmieniać charakteru broni więc tak ją zostawiłem. Podobnie jak mosiężną muszkę z wielkim zadziorem po nożycach i szczerbinkę z zadziorem po frezie - jako świadectwo niechlujności producenta. To tak gdyby ktoś po moich poprawkach stwierdził że z tym pistoletem nie mogło być aż tak źle. ;) W strzelaniu to nie przeszkadza a i żeby to wypatrzyć to trzeba wiedzieć czego szukać. 8)

To co mi najbardziej się podoba po tej renowacji to dotyk olejowanego drewna w dłoni. :D
ODPOWIEDZ