Krótka historia trzpienia w lufie

Broń długa taka jak karabiny i strzelby.
ODPOWIEDZ
Derek
VIP
Posty: 540
Rejestracja: pt 13.maja.2016 - 22:03
Lokalizacja: www.celpal.org
Moja broń: brak

Krótka historia trzpienia w lufie

Post autor: Derek » wt 29.sty.2019 - 15:46

Rozwój
Lata czterdzieste XIX wieku to niesamowity okres w rozwoju odprzodowej broni palnej. Konstruktorzy na wyścigi dokonywali zmian, które jedne wykluczały te wcześniejsze z ich zastosowania. To czas gdy na scenę broni strzeleckiej wkroczył kapiszon wypierając skałkę i czas gdy lufy gwintowane wreszcie zdobyły pierwszeństwo nad gładkimi. Nim to jednak nastąpiło to czterech Francuzów dokonało tego czego Anglicy zrozumieć nie umieli mimo iż sam Sir Izaak Newton prawie 100 lat wcześniej to wyłożył jak na tacy.

Wszystko zaczęło się w Szkole Strzeleckiej założonej w 1828 r. w Vincennes gdzie kapitan Delvigne opracował dwie podstawowe zasady dla działania nowoczesnego karabinu wojskowego. Pierwsza głosiła, że pocisk karabinowy musi mieć luz (musi być podkalibrowy) w stosunku do ścian lufy by był łatwo ładowalny a druga, że pocisk musi mieć kształt wydłużony a nie kolisty z ostrym czubem.
Obrazek

By samemu nie być gołosłownym kpt. Delvigne opracował karabin jeszcze na kule o mniejszym kalibrze niż lufa, gdzie kula opierała się o brzegi komory prochowej o jeszcze mniejszej średnicy niż kula.
Po załadowaniu kula była zgniatana (spęczniana) uderzeniami pobojczyka i w ten sposób uszczelniała się w lufie i tym samym wcinała w gwinty lufy.
Taki kształt komory prochowej realizował dwa cele czyli umożliwiał spęcznienie kuli a zarazem chronił proch przed zmiażdżeniem.
Zapewne Delvigne korzystał z doświadczeń Wilda z karabinu na wodę, że trzeba zachować ten sam ładunek prochowy (bez jego kompresji i rozdrabnianiem losowym ziaren) a mała luka powietrza rzędu 2-4 mm pozwala za każdym razem spalać proch w tych samych warunkach czyli można oddać bardzo powtarzalne strzały.
Z powodzeniem zastosował swój wynalazek w czasie kampanii w Algierii w 1838 r. Zainspirowany pracami Sir Izaaka Newtona a zwłaszcza jego formą opisaną jako „ciało stałe o najmniejszym oporze” opracował Delvigne nowy cylindryczny pocisk o płaskim dnie i sferycznym lub ostrym czubem.
Obrazek

W Vincennes w próbach kpt. Delvigne uczestniczy kpt. Tamisieur, który spostrzega, że pociski Delvigne'a w czasie lotu nie zachowują się stabilnie (mimo rotacji nadanej gwintem) i obracają się w czasie lotu. Jego pomysłem, zresztą opatentowanym w 1841 r. było dodanie „canaleurs” czyli rowków w części cylindrycznej pocisku. Dzięki tym rowkom Tamisieur zwiększył opór powietrza za środkiem ciężkości pocisku i tym samym uzyskał jego stabilizację.
Jego patent obejmował także szczegółowe rozwiązania a mianowicie trójkątne wycięcie rowków tak by opór powietrza był jak największy a także rozwiązanie by dolne pierścienie były wyższe od tych nad nimi co podobno ułatwiało ładowanie pocisku do lufy a sam kształt głowicy pocisku był sferyczno-ostrołukowy.
Obrazek
Pocisk Tamisieur'a wymusił kolejną zmianę w kontrukcji karabinu. Trudno było w dotychczasowym układzie rozpuczyć nowy pocisk w komorze prochowej Delvigne'a tak by wciął się w gwint lufy. Tę bolączkę w 1844 r. swym patentem rozwiązał płk. Thouvenin, który tym samym dołączył do projektu nowoczesnego karabinu opracowywanego w Vincennes.

Płk. Thuvenin zaprojektował nowy kształt komory prochowej, umieścił w niej centralnie trzpień (tige), który chronił ładunek prochowy przed zmiażdżeniem i pozwalał na rozszerzenie podstawy pocisku Tamisieur'a przez wbicie go na ten trzpień i wcięcie się pocisku tym samym w gwinty lufy.

Nim jednak ten karabin Thuvenin'a zaczął święcić triumfy w Szkole Strzeleckiej w Vincennes zaczął eksperymentować kolejny wielki konstruktor czyli sam kpt. Minié. W trakcie przeprowadzania swoich eksperymentów z tą bronią Minié stwierdził, że zmieniając długość pocisku i jego kształt głowicy można uzyskać różne wyniki celności pocisków. Po serii licznych eksperymentów ustalił matematyczne zasady dotyczące kształtu i długości pocisków takie by pocisk zawsze leciał głowicą (czubem) do przodu.
Minié opracował cylindryczno-ostrołukowy pocisk, który po spęcznieniu wynikającym z uderzenia pobojczyka zachowywał swą dokładność.
Obrazek
W 1844 r. duet Minié i Thouvenin przedstawili rządowi francuskiemu karabin ładowany odprzodowo pociskiem cylindrycznym o zwiększonej masie w porównaniu z kulą tego samego kalibru i wymagającym mniejszej ilości prochu z wygodnym i łatwym ładowaniem. Celność i dalekosiężność tego karabinu przewyższała wszystko, co potrafiła osiągnąć wcześniej broń strzelecka.

Karabin Thouvenin'a zwany „carabin á tige” miał swoje wymogi dodatkowe jak charakterystyczny pobojczyk z wyżłobieniem odzwierciedlającym kształt głowicy pocisku a także miał swoje systemowe nieusuwalne wady.
Obrazek
Trzpień się giął a przestrzeń wokół niego była bardzo trudna do wyczyszczenia z nagaru. Istotną wadą okazał się też sposób ładowania tego karabinu. Wymagał przez strzelca pozycji wyprostowanej by powtarzalnie i równomiernie uderzać pobojczykiem w pocisk. Dlatego system ten praktycznie znalazł zastosowanie tylko w krótkich karabinach pułków jegerskich.
Mimo tego przez prawie dziesięć lat karabiny systemu Thouvenin'a święciły triumfy. Zostały przyjęte nie tylko na wyposażenie armii francuskiej – od 1846 r. stosowano je w półkach Szaserów ale i armii niemieckich w pułkach jegrów najchętniej w Prusach, krajach Związku Niemieckiego a także w Austrii, Danii i Norwegi.
Te karabiny z trzpieniem tak jak wspomniano znalazły przede wszystkim zastosowanie w wyspecjalizowanych pułkach strzelców wyborowych ze względu na jednak trudną obsługę ale również jakość i niesamowitą celność jak na tamte czasy.
Obrazek
Karabiny tego systemu z reguły były krótkie (sztucery) o skręcie gwintu 1/36 z 8 polami i celownikiem skalowanym do 600 m. Od czasu zastosowania tego karabinu pole walki strzelców znacznie się wydłużyło do odległości niemal równej odległości strzału armatniego i nie raz, nie dwa jegrzy w różnych konfliktach zbrojnych na świecie potrafili wystrzelać załogi dział nie będąc przez nich specjalnie nękani ostrzałem armatnim.

To nie był koniec rozwoju karabinu systemu Thouvenin'a bowiem kształt trzpienia też ulegał zmianie. Belg Peteer Charnin zastosował zagłębienie w dnie pocisku a trzpień został tak jakby zaostrzony do stożka co spowodowało, że pocisk po jego spęcznieniu pod wpływem pobojczyka nie tylko przylegał do gwintów lufy ale i do samego trzpienia.
Obrazek
Ta konstrukcja w późniejszym czasie była inspiracją dla kpt. Minié i powstania w 1848 r. szczytowego osiągnięcia kształtu pocisku w wojskowej broni odprzodowej sławnego pocisku ekspansywnego minie.

Ostatni akord istnienia systemu Thouvenin'a nastapił w Austrii w 1854 r. w konstrukcji sławnego Dornstutzen M/54. W tej konstrukcji tępy trzpień nie miał zadania spęczniania pocisku ale ochraniania prochu przed kruszeniem czy skompresowaniem czyli konstruktor Jozef Lorenz zastosował zasadę Wilda o równomiernym, powtarzalnym ładunku prochu a ułatwienie powtarzalności zapalania zapewniała ta minimalna wolna przestrzeń powietrzna między ładunkiem prochu a pociskiem kompresyjnym Lorenz'a. Celownik tych sztucerów był wyskalowany na 1200 Schritt czyli 900 m.

Żródła:
https://en.wikipedia.org/wiki/Carabine_%C3%A0_tige
Våbenlære for Infanteriets Underofficerer
http://tenuebleugendarme.free.fr/annexes/armement.html
https://www.worthpoint.com/worthopedia/ ... 1907669538
Allgemeine Geschichte Der Handfeuerwaffen
Militärgewehre und Pistolen der deutschen Staaten: 1800-1870
Lt. Colonel J. Capdeviélle, Paris 1871
Einrichtung in den europäischen Armeen, ihrer Anfertigung, ihres Gebrauchs und ihrer allmäligen Entwicklung
The Evolution of Naval Armament
Amunicja wojskowa 1840-1870

cdn

Awatar użytkownika
mar_kow
Bywalec
Posty: 297
Rejestracja: pt 16.lut.2018 - 12:18
Lokalizacja: Mazury
Moja broń: skuteczna

Re: Krótka historia trzpienia w lufie

Post autor: mar_kow » wt 29.sty.2019 - 19:03

Bardzo fajny opis...:)
Zastanawiam się jak zachowywałyby się pociski minie .445 w lufie .45 1:48. W Saguaro są takowe do kupienia. https://saguaro-arms.com/product-pol-36 ... e-445.html Formalnie spełniałyby warunki opisanego powyżej szybkiego wojskowego ładowania (kpt. Delvigne). Są również dostępne w pełnym kalibrze .45 ale biorąc pod uwagę dopasowanie kołnierza pocisku do gwintu po strzale balistyka może być zupełnie inna. Różnica może niewielka ale może być znacząca.
Oczywiście nic tego nie potwierdzi jak nie praktyka... Chyba że może ktoś już strzelał i się pochwali...

Derek
VIP
Posty: 540
Rejestracja: pt 13.maja.2016 - 22:03
Lokalizacja: www.celpal.org
Moja broń: brak

Re: Krótka historia trzpienia w lufie

Post autor: Derek » śr 30.sty.2019 - 10:34

Przy takiej próbie pokusiłbym się o zastosowanie zasady Wilda tak jak w karabinach feldstutzer. Chodzi mi o tą lukę powietrzną między prochem a dnem pocisku i ograniczniku na pobojczyku.

Wycior
VIP
Posty: 1082
Rejestracja: pt 14.kwie.2017 - 14:45
Lokalizacja: Okolice Katowic
Moja broń: CP i ostry jęzor

Re: Krótka historia trzpienia w lufie

Post autor: Wycior » śr 30.sty.2019 - 13:04

Super artykuł na bardzo interesujący temat! Taki wspaniały post zasługuje na kilka kosmetycznych uzupełnień.
Derek pisze:
wt 29.sty.2019 - 15:46
w Szkole Strzeleckiej założonej w 1928 r. w Viencennes
1828 i Vincennes - oczywiste literówki, ale żeby nikt się nie dziwił.
Derek pisze:
wt 29.sty.2019 - 15:46
Zapewne Delvigne korzystał z doświadczeń Wilda z karabinu na wodę
System Wilde jest późniejszy, Delvigne nie mógł z niego czerpać. Kluczowym problemem Delvigne było rozpęczanie kuli, mały luz u wierzchołka komory był nieuniknioną koniecznością której nie trzeba było wymyślać.

Najwcześniejsze zastosowanie bojowe system Delvigne znalazł u Francuzów, którzy wdrożyli kilka modeli. Większość to karabiny strzelców w kalibrze ~17 mm: Mle 1837 (carabine de tirallieur) - kal. 17 mm, Mle 1840 (carabine Thierry) - 17 mm i najbardziej znany Mle 1842, tzw. orleański (carabine d'Orleans) - 17.5 mm. Inne - tzw. karabiny wałowe (fusil de rempart) miały kaliber 20.5 mm: Mle 1838 (grosse carabine), Mle 1840 i Mle 1842 - 20.5 mm. Interesująca jest para modeli 1842: karabin orleański i wałowy były prawie identyczne - także wymiarowo - różniły się tylko lufą i oczywiście ciężarem. Ten 'wałowy' miał nawet bagnet, co w tej kategorii jest ewenementem. Po co? Ówczesny francuski batalion strzelców liczył 8 kompanii - 7 uzbrojonych w zwykłe karabiny, ale 8 kompania miała 'wałowe', o większym kalibrze i zasięgu:
Obrazek
Co najciekawsze, żadnego z francuskich karabinów nie ładowano przedstawioną w poście pierwotną metodą Delvigne rozpęczania kuli o czoło komory prochowej. Żabojady szybko zajarzyły że to metoda mało powtarzalna i prowadząca do niekorzystnej balistycznie deformacji tylnej części kuli:
Obrazek
Jako remedium Francuzi wdrożyli wynalazek pułkownika Pontcharra, polegający na zaopatrzeniu ołowianej kuli w wydrążoną podkładkę z twardego drewna. Gwałcona pobojczykiem kula rozszerzała się na boki ale wpasowując się w podkładkę zachowywała regularny kształt dna. Podkładka-kowadełko była dodatkowo owinięta od spodu natłuszczonym flejtuchem. Poniżej francuska amunicja do karabinów systemu 37/38, późniejszych wałowych i karabinu orleańskiego:
Obrazek
Podkładki też miały wady - np. potrafiły się rozpaść po zbyt energicznym uderzeniu pobojczykiem. Austriacy w broni komorowej (wtedy systemu Augustina) zastosowali początkowo metodę Delvigne w czystej formie, wprowadzili jednak ważną modyfikację. Uskok czoła komory nie był płaski ale miał profil sferyczny, co ograniczało deformację kuli. Austriacki Kammerbüchse miał lufę 659 mm i skok gwintu 1318 mm.
Derek pisze:
wt 29.sty.2019 - 15:46
Karabiny tego systemu z reguły były krótkie (sztucery) o skręcie gwintu 1/36 z 8 polami
Niekoniecznie. Najczęściej stosowano gwinty wolniejsze - nawet 1/79", przeważnie czteropolowe. Dokładne właściwości gwintów można znaleźć w pokazanej dalej tabeli.
Derek pisze:
wt 29.sty.2019 - 15:46
w pułkach jegrów najchętniej w Prusach, krajach Związku Niemieckiego a także w Austrii, Danii i Norwegi.
Gwoli historycznej ścisłości: Austria i Prusy także należały do Związku Niemieckiego. Poniższa tabela pokazuje gdzie i jaką broń systemów Delvigne i Thouvenina wprowadzono do uzbrojenia. Poszczególne kolumny zawierają rok modelu (dwie ostatnie cyfry), długość lufy, kaliber lufy i pocisku, liczbę, głębokość i szerokość bruzd lufy oraz skok gwintu. Dalej podano też rozmiary komory i/lub rdzenia (wszystkie wymiany w mm).
Obrazek
Dopóki broń kulowa - nawet gwintowana - strzelała na niewielkie odległości, wystarczał celownik stały, ewentualnie z jedną-dwoma klapkami. Już karabiny komorowe zrodziły zapotrzebowanie na celowniki obejmujące dłuższe dystanse. Na początku powstawały niepraktyczne dziwolągi, jak np. ten z francuskiego karabinu Mle 1840 (Thierry):
Obrazek
W broni trzpieniowej, strzelającej jeszcze dalej, problem nastawnych celowników się pogłębił. Próbowano różnych rozwiązań, przeważnie z wieloma klapkami i szczerbinami na poszczególne dystanse. Poniżej celowniki: oldenburski i pruski:
Obrazek
Rozwiązanie francuskie i belgijskie wydaje się dużo sensowniejsze - w każdym razie zaczyna przypominać "normalny" celownik:
Obrazek
Strzelanie na dalsze dystanse wywołało na plan także problem derywacji. Przy kuli nie istniał, ale stosowane pierwotnie zaostrzone pociski były nań szczególnie wrażliwe. Nie umiano go wtedy sensownie wyjaśnić ale jego efekty wyznaczono doświadczalnie. W celowniku bawarskiego sztucera jegrów pokuszono się już o korektę derywacji w funkcji odległości:
Obrazek
Oprócz rozpęczania pocisku czy funkcji dystansówki, jak w Lorenzu Dorn, trzpień w komorze mógł mieć dodatkowe zastosowania. W karabinach oldenburskich trzpień był zaostrzony, co miało przyśpieszać ładowanie przez wsuwanie do lufy kompletnego patronu. Ostrzy trzpień rozpruwał specjalnie wykoncypowany patron i powodował wsypanie prochu do komory (przynajmniej w teorii).
Obrazek
Obrazek
W praktyce wynalazek się nie sprawdził, ale zasługuje na uwagę jako jedna z pierwszych prób scalania amunicji. Oldenburski sposób otwierania patronu przetrwał w karabinach hanowerskich nawet po wprowadzeniu pocisku kompresyjnego, tzw. Schirmgeschoss:
Obrazek
Gdyby w moim poście coś było nie na temat (któż to wie?), z góry wyrażam skruchę. Kolego Derek, Czekamy na cdn.

Awatar użytkownika
mar_kow
Bywalec
Posty: 297
Rejestracja: pt 16.lut.2018 - 12:18
Lokalizacja: Mazury
Moja broń: skuteczna

Re: Krótka historia trzpienia w lufie

Post autor: mar_kow » śr 30.sty.2019 - 18:16

Wycior pisze:
śr 30.sty.2019 - 13:04
[...] Kolego Derek, Czekamy na cdn.
Z niecierpliwością... :piwo:

Derek
VIP
Posty: 540
Rejestracja: pt 13.maja.2016 - 22:03
Lokalizacja: www.celpal.org
Moja broń: brak

Re: Krótka historia trzpienia w lufie

Post autor: Derek » śr 30.sty.2019 - 20:55

Wycior dziękuję za zwrócenie uwagi o literówkach :) juz poprawiłem fakt "1928" to trochę przegięcie :P
Co do Wilda to odczytałem w jego notce biograficznej, że już 1836 roku złożył w Szwajcarii swój pierwszy projekt "karabinu wodnego" stąd moje przypuszczenie, że Delvigne mógł znać prace Wilda ale masz rację nigdzie nie znalazłem by tak było.

Twój art to majstersztyk i świetne rozwinięcie mego wstępniaka. Poszerzyłeś naszą wiedzę o system Delvige - Pontcharr i Augustina w kontekście tego gwałtownego rozwoju systemów ładowania broni odprzodowej.
Część dotycząca celowników warta jest rozszerzenia o co najmniej celowniki austryjackie, szwajcarskie i wurtemberskie i mam prośbę i nadzieję na Twą kontynuację w tej kwestii.
Najbardziej zaskoczyłeś mnie tabelą zastosowań systemów Delvigne i Thouvenin'a, masz niesamowite źródła wiedzy :D
O zastosowaniach jest koeljna część mego artu ale ją opublikuję jak skończę opisy jeszcze ze dwóch, trzech karabinów.
Ostatnią częścią tego mini opracowania miał być problem derywacji ale to już wymaga większej wg mnie pracy i dłuższego czasu by wszystko w tej problematyce ogarnąć na poziomie XIX wieku.

stangret
Posty: 35
Rejestracja: sob 13.lut.2010 - 17:52
Lokalizacja: Londyn
Moja broń: Zdrowy rozsądek niepoprawny politycznie :)

Re: Krótka historia trzpienia w lufie

Post autor: stangret » śr 30.sty.2019 - 23:01

Widzisz Darku jak łatwo innych nazywać "znafcami" w prostych, i oczywistych opiniach na podstawie wyrażnych zdjęć, broniąc przy okazji "rusznikarskiego" badziewia, nieprawdaż ?
A tu taki zonk nowego bronioznawczego "znafcy" moderatora. Merytorycznie i historycznie pała
Wycior pełna profeska kolego. :brawo:
Derek do ksiązek i zanim coś kolejnego opublikujesz, co byłoby zakłamywaniem historii, Lepiej dobrze się przygotuj bo ilość nie świadczy o treści :-?

Derek
VIP
Posty: 540
Rejestracja: pt 13.maja.2016 - 22:03
Lokalizacja: www.celpal.org
Moja broń: brak

Re: Krótka historia trzpienia w lufie

Post autor: Derek » czw 31.sty.2019 - 00:54

Strzelasz Stangret kulą w płot, jak zawsze zresztą. Jeżeli zarzucasz cokolwiek to to konkretnie napisz i udowodnij.
Co do jak to nazwaleś "badziewia" to nie bardzo dajesz sobie radę z argumentem, że z tego "badziewia" strzela się ponad 90 pkt.
To koniec polemiki jeżeli dalej będziesz w tym temacie wszczynał niemerytoryczną awanturę personalną czyli zajmował się trollowaniem zarobisz na kolejną kreche i urlop.

Awatar użytkownika
mar_kow
Bywalec
Posty: 297
Rejestracja: pt 16.lut.2018 - 12:18
Lokalizacja: Mazury
Moja broń: skuteczna

Re: Krótka historia trzpienia w lufie

Post autor: mar_kow » czw 31.sty.2019 - 09:23

Odpuśćcie sobie trochę... Fajny temat, publikacje też są rozbieżne. Właśnie Form jest po to aby uskuteczniać dyskusje. Jeżeli ktoś nie ma racji podać źródła i ustalić kompromis. Przepychanki niczemu nie służą...

Wycior
VIP
Posty: 1082
Rejestracja: pt 14.kwie.2017 - 14:45
Lokalizacja: Okolice Katowic
Moja broń: CP i ostry jęzor

Re: Krótka historia trzpienia w lufie

Post autor: Wycior » czw 31.sty.2019 - 11:28

To ma być wątek o historycznej broni a nie o osobistych animozjach.
stangret pisze:
śr 30.sty.2019 - 23:01
A tu taki zonk [..]. Merytorycznie i historycznie pała
??? Nie mogę się z tym zgodzić. Czy są konkretne zarzuty do rzekomych błędów w poście Dereka? Takowych nie widzę. Że są literówki czy drobne nieścisłości jako temat do dyskusji i interpretacji? Tych można gwarantowanie uniknąć tylko nic nie pisząc. Są na forum koledzy którzy potrafią zapodać wyjątkową bzdurę w jednym krótkim zdaniu z wadliwą ortografią. Uzupełnienia? Dokładnie o to chodzi, aby temat obrastał uzupełnieniami jak śnieżna kula. To przecież inicjacja tematu, nie próba napisania monografii.

W epoce, bez TV i internetu, książek - i to grubaśnych - było zatrzęsienie, jedna osoba wszystkich nie zgłębi. Po przeczytaniu pierwszej książki na jakiś temat człowiek doznaje olśnienia bo poznał historyczną prawdę. Po przeczytaniu czterech następnych często ma pięć różnych, mniej lub bardziej rozbieżnych prawd, i musi główkować gdzie może leżeć prawda najprawdziwsza. W razie niejasności trzeba coś wybrać. Przykładowo podany przez Dereka ośmiopolowy gwint 1/36 to wariant pruski. Prusy cieszyły się wojskowym prestiżem, pruscy oficerowie mieli autorytet, ich publikacje posiadały ciężar gatunkowy. Wybrany przykład okazał się może nie najbardziej reprezentatywny ale w żadnym razie nie był błędny.

Po to jest forum aby wspólnie fakty segregować, zbierać do kupy i naświetlać. Jeżeli powstaną kontrowersje a nawet sprzeczki to też OK, ponieważ w efekcie człowiek ma motywację aby głębiej w źródłach pogrzebać i wzbogacić swoją wiedzę. Celem ma być wydłubanie i uzgodnienie faktów a nie dowalenie - po polsku - pierwszej żabie która wystawi głowę ze stawu.

Kolega Derek (nie Mod Derek!) założył temat o broni, której okazów w oryginalnym stanie zwykły śmiertelnik praktycznie nie ma szans spotkać. Napisał ciekawą, obszerną i źródłowo udokumentowaną publikację, zachęcającą do dalszego rozwijania i uzupełniania. Dobrze by było aby ten wątek stał się takim kompendium wiedzy o systemie trzpieniowym jak kiedyś tematy np. o Augustinie czy Lorenzu.

Derek
VIP
Posty: 540
Rejestracja: pt 13.maja.2016 - 22:03
Lokalizacja: www.celpal.org
Moja broń: brak

Re: Krótka historia trzpienia w lufie

Post autor: Derek » pn 04.lut.2019 - 00:03

Obrazek
Jako pierwsi, tak jak pisał Wycior, system Thouvenina z wiadomych względów zastosowali Francuzi. Powstały nowe konstrukcje karabinów „ á tige” czyli karabiny „de chasseurs” Mle 1846.
Obrazek
Zresztą szaleństwo trzpienia w lufie ogarnęło wojsko tak, że przerabiano prawie wszystkie karabiny na ten system by znowu po dekadzie wycinać trzpienie i przerabiać na system minie.
Przykładem tego „oszczędnościowego” działania jest armia norweska gdzie karabin z 1774 roku dorobił się aż trzech oznaczeń czyli Mle1774 / 41/51.
Obrazek
Ciekawą konstrukcją był również duński Tapriffel M-1848. Karabinów tych wyprodukowano ok. 13000 sztuk w kalibrze 0.66”.
Obrazek
Podaję go dlatego, że odnaleziono testy strzeleckie z epoki tego karabinu podane w źródło: Våbenlære for Infanteriets Underofficerer .
Obrazek
Porównywano karabin M1848 Tapriffel z francuskim karabinem minie i francuskim karabinem gładkolufowym. Wynik wyznaczano dla okręgu gdzie na 10 oddanych strzałów 5 leżało najbliżej.

Karabin - Uzyskany średni okrąg
----------------Odległość Alen/metry
karabin |200/125|300/188,3|400/251 |
----------------------------------------------------- |
Tapriffel |15,7 |24,6 |34 |
------------------------------------------------------ |
Minie |20,9 |28,8 |36 |
-------------------------------------------------------|
Kar. gładkolufowy
|54,9 |86,3 |152 |
-------------------------------------------------------|
Tapriffel używający systemu Thouvenin'a był najcelniejszy.

Obrazek
Obrazek
W Piemoncie a dokładnie w Armii Sardynii oddziały gen. La Marmory były uzbrojone w karabiny z trzpieniem czyli karabiny da Bersaglieri a stelo o kalibrze 17,5 mm, długości 122,5 cm i długości lufy 81 cm o wadze 4,6 kg. Mocno się dały we znaki Austryjakom oddziały Bersaglieri w wojnach o niepodległość Włoch.

W krajach niemieckich również rozpoczął się szał dornów, Spitzkugeln, Pickel-Waffen. Nie było kraju związkowego czy też samych Prus by nie stosowano systemu Thouvenin'a w formacjach jegerskich.
Pierwszy przykład to brunszwicki Spitzkugel – (Dorn) – Büchse M/49 długości całkowitej 120 cm, długość lufy 79,5 cm o czterech polach, kalibrze 16,8/17,00 mm (ok. 0,67”) ze skokiem gwintu 1/36. Celownik klapkowy z nastawmi 200/300/400 Schritt czyli do ok 300 m. Jak widać stosowano spust z przyspiesznikiem typu niemieckiego.
Obrazek

Ciekawostką jest fakt, że te karabiny wydane wojsku w 1854 r. szybko zostały uszkodzone przez używanie ciężkich pobojczyków (skrzywione trzpienie) i niesmarowanych pocisków. Po prostu niedoświadczone wojsko wbijało na siłę złe pociski bez smaru i na sucho zaołowili lufy. W 1856 r. te karabiny po naprawie wróciły do służby ale był to jedyny przypadek w krajach niemieckich gdy karabiny systemu Thouvenin'a trafiały do zwykłych batalionów. W 1855 r. trzpienie zamontowano również w karabinach systemu brunszickiego Ovalgevehr (kula z ringiem).

Obrazek
W Królestwie Saksonii przerabiano na system Thouvenina jegerskie karabiny M/21. Były to jeszcze karabiny o konstrukcji hauptmana (kpt.) Żychlińskiego z 1816 r. ale strzelały jak dotąd kulami na łatce. Długość karabinu wynosiła 117,5 cm, długość lufy 78 cm o ośmiu polach i bruzdach i kalibrze 14,6/15,8 mm (0,63”) i szerokości pól 2,8 mm, skręt gwintu 1/36”.
Po dołożeniu trzpienia w 1849 r. uzyskano jeszcze lepsze osiągi tego karabiny co przyczyniło się do skonstruowania karabinu piechoty M/50 stricte systemu Thouvenin'a.
Obrazek
Karabin strzelców Dorngewehr Model 1850 z charakterystycznym środkowym podwójnym bączkiem miał lufę o długości 102,5 cm , cały karabin 142 cm.
Lufa miała typowy saksoński kaliber 0,62” (saksońskiego) czyli 14,63 mm, cztery gwinty o szerokości 4,95 mm, skok gwintu wynosił 1/65”
Zastosowany podkalibrowy pocisk o srednicy 14,44 mm miał wysokość 21,7 mm i ważył 23,24 grama, ładunek prochu wynosił 5,1 g (~79 grain).
Ciekawy jest celownik dwu płytkowy płytkowy o standardowej nastawie 200 schritt (ok. 150m) i dwóch płytkach na 400 i 600 schritt (300 i 450 m). Przechylenie tego celownika o 45 stopni pozwalało uzyskać nastawy pośrednie na 300 i 500 kroków (schritt).
W tym karabinie mimo zastosowania pocisku ostrołukowego nie było problemów z derywacją przez mały już kaliber i duże osiągane prędkości.

cdn.

[dyskusje o literówkach przeniesiono do tego wątku viewtopic.php?f=10&t=5094 ]

Derek
VIP
Posty: 540
Rejestracja: pt 13.maja.2016 - 22:03
Lokalizacja: www.celpal.org
Moja broń: brak

Re: Krótka historia trzpienia w lufie

Post autor: Derek » sob 09.lut.2019 - 20:48

Obrazek
Podobnie się działo w wojskach Hanoweru, które były częścią brygady hanzeatyckiej w 10 Korpusie Armii. Oprócz przerabiania starych karabinów M/1824 w roku 1843 opracowano nowy model tzw. Pickelgewehr M/1854. Karabin piechoty miał siedem pól i bruzd, lufę w kalibrze ok. 16,5 mm (0.645”) o długości 102,5 cm mocowaną do kolby śrubą na warkoczu ale z hakiem tak, że lufa była wypinana po zdjęciu bączków bez odkręcania warkocza. Na początku produkcji lufy były robione z damastu a pd 1858 r. były wykonywane ze staliwa (Guβstahl). Całkowita długość wynosiła 143 cm. Waga wynosiła ok. 4,7 kg.
Karabin ten miał celownik schodkowy o nastawach 200, 300, 400, 500 schritt (kroków – 1 krok ok. 0,75 m). Dodatkowa wysuwana klapa pozwalała celować na odległość 700 i 800 schritt czyli maksymalnie 600 m.
W 1856 r. kiedy wszyscy odchodzili już od stosowania trzpieni w lufie niejaki F. Schröter opracował rewelacyjny pocisk tzw. Schirmgeschoss wraz z gilzą papierową co już opisał wyżej Wycior, pocisk ważył 35 g a ładunek prochu wynosił 4 g. Warto dodać, że karabiny z tą amunicją strzelały na odległość 1200 schritt (900 m).
Obrazek
Tutaj ostro wystąpił problem derywacji na tak dużych odległościach i celowniki były budowane z korektą boczną poprzez wcięcia i przesuwania płytki przesuwanej tak w górę jak i w bok o zadaną doświadczalnie odległość.
Obrazek
Wojskowy kontyngent z Hamburga w latach 1852-56 został przezbrojony z karabinów brunszwickich (Ovalgewehr) na sztucery Hamburgische-Dorn-Jägerbüchse z lufą o solidnym oldenburskim kalibrze 17,15 mm (ok. 0,67”) o 4 polach i bruzdach, długości 80,4 cm. Celownik miał nastawy na 300/400/500/600 schritt. Karabin ten strzelał nie tylko jak dotąd pociskami owalnymi ale i nowymi pociskami typu Tamisiera o średnicy 16,74 mm. W ramach Brygady Hanzeatyckiej szybko zastosowano w tych karabinach patrony hanowerskie z pociskiem typu Schirm. I tutaj trzpień służył do rozrywania patronu bardziej niż do osadzania na nim samego pocisku. Narzekano jedynie, że czasami resztki niespalonego papieru po patronie tłumiły ogień z kapiszona i trzeba było dodatkowo przetykać otwór zapałowy.

Obrazek
Najkrócej stosowano trzpień w lufie w Królestwie Bawarii zwłaszcza, że tam doszło do małego skandalu w jego stosowaniu. A było to tak latem 1851 roku dyrektor Królewskiej Fabryki Broni w Ambergu hauptmann Jakob Welgmann zafascynowany osiągnięciami francuskich „carabin á tige” sprowadził trzy wyborowe karabiny tego systemu i przeprowadził testy. W wyniku tych testów Komisja Prób Broni Strzeleckich zaaprobowała raport Weldmanna w którym pisał o rewelacyjnych osiągach strzałów do 1200 schritt. „Zapomniał” tylko dodać do swego raportu, że rozrzut pocisków na tej odległości był większy niż 4,8 m.
W każdym razie Bawaria od 1854 r. rozpoczęła produkcję przestarzałej już wówczas konstrukcji czyli Dornbüchse M/1854. Karabin miał lufę o 4 polach i bruzdach, długości 89,3 cm i kalibrze 17,3 mm. Cały karabin miał długość 127,5 cm i ważył 4,5 kg. Kolba posiadała bakę a spust przyśpiesznik. Tak duży kaliber był wymuszony przez wojskowych, którzy chcieli mieć alternatywę dla nowych spiczastych pocisków w postaci kuli używanej dotąd we wcześniejszych karabinach wojskowych.
Ciężki pocisk o dwóch rowkach był ładowany bez gilzy papierowej (smar był w rowkach) a napędzany był aż 4,8 g prochu. Do tego przy tak dużym kalibrze i ciężkim ostrołukowym pocisku problem derywacji był bardzo duży. Rozwiązano go za pomocą celownika z krzywką co już wyżej pokazał Wycior.
W każdym razie karabin okazał się na koniec bardzo celny i decyzja o przejściu na system minie zapadła dopiero gdy Bawaria wstąpiła do tzw. „związku południowych Niemiec” i przezbroiła się na broń kalibru 0,54”. Był to już rok 1858 czyli w niecałe cztery lata od zastosowania przystąpiono do przezbrojenia w karabiny minie systemu von Podewilsa. W 1862 r. wycofano całkowicie te karabiny ze służby liniowej. Wyprodukowano ich około 11 000 sztuk.

ODPOWIEDZ